Peppa: „Mamo, chciałabym nosić piękne klopsy.”

Agrafka: „Klopsy?”

Peppa: „Tak, takie motylkowe, albo serduszkowe. Bo one nie bolą.”

Agrafka: „Chyba jednak bolą, bo zjadacie je z bólem i w pocie czoła.”

Peppa: „Weź mamo, ich się nie je.”

Agrafka: „A co się z nimi robi?”

Peppa: „Nosi na uszach, dla elegancji.”

Agrafka: „Klipsy, a nie klopsy.”

Peppa: „Tak coś czułam, że nie ogarniam tych spraw dla dam. Pewnie zostanę rolnikiem.”

 

 

 

Dżordżinka: „Mamo, chciałabym taki piękny, zielony albo niebieski w czerwone paseczki. Nie za duży, żeby nie wisiał i nie za mały, bo będzie wszystko wystawało. No i musi być miękki jak kocurkowe futerko, ogon konia, szyja Wełny (nasza suczka), chmurka na niebie co płynie, a wiatr ją przegania, mówi „ZMYKAJ CHMURKO”, albo kędziorki owcy. I pachnieć musi jak białe „bezy” w ogrodzie, fioletowe „bezy” w ogrodzie, konwalie pod tujami, deszcz jak jest burza i takie czerwone, co na nie kot „nakupał” i zdechły, co mówiłaś, że ubijesz dziada. I jak szczypiorek, bo ja lubię szczypiorek, ale cebuli nie lubię, bo ona szczypie w jęzor, to niech nie pachnie szczypiąco jak cebula, tylko jak truskawki i jabłka, maliny, gruszki, ziemniaki. To dasz taki?”

Agrafka: „Znaczy, chcesz jeden z ręczników z pralki?”

Dżordżinka: „Tak.”

 

Żeby nie siedziała w wannie czekając na ręcznik, to w życiu bym nie zgadła. Opis godny literata, mogłaby córka pisać zagadki dla wytrwałych.