Wszyscy się zmieniamy, życie kształtuje nas dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu. Coś co pięć lat temu wydawało się nam kompletną abstrakcją, dzisiaj jest naszą codziennością moje życie, od jakiegoś czasu, definiuje: „Nigdy nie…”

I tak ot, mówiłam że nigdy nie będę się uczyć ekonomii, to najgorsze dziadostwo na świecie. I co? Jestem technikiem ekonomistą: księgowość i rachunkowość. Jednak jeżeli ktoś z Was chce się do mnie zgłosić z zagadnieniami z tej tematyki, to odradzam, w tym domu nawet PITa nie wypełniam.

I zarzekałam się, że najgorszą pracą na świecie jest nauczanie, po prostu dramat i NIGDY nie chciałabym być nauczycielką. I tak oto uczę angielskiego, na szczęście jestem w tym mocniejsza niż w księgowości i kocham to co robię.

Mówiłam też, jacy Ci ludzie są nieodpowiedzialni, nie szczepią swoich dzieci, ja bym NIGDY tak nie postąpiła.

Jak myślicie, o czym teraz napiszę?

O tym, że szczepiłam, bo wierzyłam, że jest to najlepsze co mogę zrobić, aby moje dzieci były zdrowe i bezpieczne. O tym, że ufałam lekarzowi, bo przecież pediatra ma trzydzieści lat doświadczenia w zawodzie, w tym długi staż w szpitalu. Bo przecież wszyscy szczepią i jest w porządku, my też byliśmy szczepieni, więc o co chodzi z tym nieszczepieniem? Tylko nieodpowiedzialni wariaci rezygnują z tego wielkiego „dobrodziejstwa” jakim są szczepionki.

I tak oto, moje życie wypełniała starsza córcia, Izabela, którą kocham nad życie od czasu, kiedy zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym i chciałam dla niej tylko tego co najlepsze. I szczepiłam. Po każdym szczepieniu, na które chodziłam zawsze w wyznaczonych terminach pojawiały się problemy, które zgłaszałam lekarzowi przy kolejnych wizytach. I zawsze słyszałam, że to NIE możliwe, żeby po szczepieniu, nawet jeżeli mówiłam, że zaczęło się w ciągu pierwszej doby od iniekcji. I tak oto lekarka z trzydziestoletnim stażem robiła ze mnie wariatkę. Że alergia pokarmowa, wzmożone napięcie mięśniowe, nieutulony płacz, AZS, zaburzenia neurologiczne, jadłowstręt to nie są sprawy powiązane ze szczepieniami. I chociaż gdzieś z tyłu głowy siedziała myśl, że kurde, przecież wiem jak było przed i jak było zaraz po szczepieniu, że niemożliwe, żeby po każdym szczepieniu, przypadkiem pojawiały się nowe problemy.

I co robiłam? Szczepiłam dalej. Dla dobra dziecka, dla jego bezpieczeństwa, dla dobra społecznego, bo jak to moje jedno dziecko nie zostanie zaszczepione, to pewnie świat czeka zagłada, epidemie zdziesiątkują ludzi.

I kolejna cudna istota pojawiła w naszym małym świecie, Julia, 53 cm szczęścia i doskonałości. I chciałam dla niej tego co najlepsze, choćbym miała nerkę sprzedać na czarnym rynku, to zapewnienie jej szczęścia i bezpieczeństwa było moim priorytetem. I szczepiłam.

I tak oto po każdym szczepieniu pojawiały się problemy, dokładnie te same, które pojawiały się przy Izie, dokładnie po tych samych szczepieniach, w tych samych terminach. Więc żaliłam się pediatrze, z ogromnym stażem, że coś jej szkodzi w tych szczepieniach, bo po poprzednich było tak jak u Izy. I słyszałam, że jak przerwę szczepienia to dziecko umrze, albo będzie kaleką. Słyszałam o tym, że przecież jestem wykształcona i mądra, to jak mogę takie głupoty opowiadać. Że ona może mi pokazać badania, wieloletnie, które mówią, że szczepienia są bezpieczne. I pamiętam, Julka była przed szczepieniem DTP, IPV, HIB, czyli ostatnim w dwuletnim ciągu, wielokrotnego wyszczepiania dziecka. I chciałam krzyczeć, że w dupie mam ich badania, że coś złego się dzieje z moim dzieckiem. I wiecie co zrobiłam? Spuściłam głowę, bo kim ja jestem, przecież się nie znam, ona wie lepiej, a to już jest ostatnie szczepienie na długo. I pozwoliłam zaszczepić.

Historia będzie skrótowa, bo wciąż boli tak bardzo, że nie mogę powstrzymać łez. Po szczepieniu nie mogłam jej dobudzić, spała tak mocno, że przelewała się przez ręce. Karmiona była na śpiocha, bo bałam się odwodnienia. Obudziła się dobę po szczepieniu, jakaś taka „pusta” bez uśmiechu, bez reakcji na mnie, na siostrę. Nie umiała ustać na nogach, chociaż już swobodnie biegała, miała wtedy półtora roku. Stawała na nogi i padała, stawała i padała, po czym położyła się na podłodze i leżała, patrząc się w jakiś punkt i nie reagując na nic bardzo długo. Nie odezwała się słowem, chociaż do dnia wczorajszego buźka jej się nie zamykała: „Mama so to? So to? So to?”. Wieczorem zadzwoniłam do przychodni, powiedzieli mi, że to normalne i że przejdzie, dziecko musi odsapnąć po szczepieniu. Po kilku dniach faktycznie zaczęła chodzić, ale potykała się o własne nogi, upadała co chwilę, czego NIGDY wcześniej nie było. Wciąż nic nie mówiła. W ciągu dwóch tygodni dziecko miało nadwrażliwość na światło, dźwięk, dotyk, nie mówiło, miało problemy z poruszaniem się, wyło godzinami jak ranne zwierzę, waliło głową w podłogę/barierkę łóżeczka/ścianę/blat stołu, patrzyło się po kilka godzin w ścianę, kręciło się wokół własnej osi, nie uśmiechało się, nie bawiło, nie reagowało na otoczenie.

To dziecko to moja córka, 9 miesięcy w brzuchu, bezsenne noce, pieluchy, całuski, idzie raczek nieboraczek, wieże z klocków, pierwsza zupka, pierwsze „mama”, łaskotki, książeczki, jak robi kotek, gdzie jest nos. Mojego dziecka już nie było, było sflaczałe ciało, które jakby nie miało mięśni, wisiało, leżało, wyło.
I załamana u lekarza mówię, że coś strasznego się stało z moim dzieckiem!

A pediatra z trzydziestoletnim stażem na to:

„Proszę nie histeryzować, to tylko etap rozwoju.”

„Proszę poświęcić dziecku więcej czasu, pewnie jest zaniedbywane emocjonalnie, dzieci potrzebują rodziców.”

„Proszę takich głupot nie opowiadać, przecież nikt tego nie potraktuje poważnie”

„Nic dziwnego, że tak się tutaj zachowuje, obce miejsce, obce osoby, dziwne by było, żeby zachowywała się inaczej.”

„Dzieci tak mają, że jak zdobywają jedną umiejętność, to odkładają na bok inną.”

Tak, moje dziecko odłożyło mówienie, chodzenie, bawienie się i zajęło się rozwijaniem wycia po kilka godzin dziennie, jakby ją ktoś żywcem ze skóry obdzierał. Nie umiała nawet palcem pokazać na to czego chciała, a tę umiejętność zdobyła około ósmego miesiąca życia.

W karcie zdrowia dziecka nie ma śladu po tym z czym przyszłam, jest porada dotycząca żywienia, higieny oraz rozwoju. Po półtora roku życia dziecka przyszłam po porady. Brawo ja.

I nie opowiadałam nikomu „tych głupot”, bo przecież nikt w to nie uwierzy. Nie dostałam żadnego skierowania, porady jak pomóc dziecku, gdzie iść.

Nasza droga była długa, wyboista, bolesna. Tygodniami płakałam, pojawiła się depresja, stany lękowe i cholerna bezradność. Zaczęłam czytać, szukać, sprawdzać i poczułam, jakby mi ktoś dał w twarz. Takich historii jak nasza były setki, setki „głupich rodziców”, którzy się na niczym nie znają, a ich dzieci zmieniły się tak dramatycznie po szczepieniu.

Zaczęło się szukanie ratunku dla mojej Juleczki, sama zaczęłam ją odtruwać, pracować nad jej zaburzeniami, Izę odprowadzałam do przedszkola a z Malutką ćwiczyłam po kilka godzin dziennie, po nocach czytałam, uczyłam się.

Mieliśmy ogromne szczęście, bo przez półtora roku udało nam się wyjść z najgorszych problemów, przez kolejny rok wyszliśmy więcej niż na prostą.

Tuż przed trzecimi urodzinami zaczęła mówić pierwsze (drugie) słowa, pojawiło się „mama”, „daj”, „Isia”, na „tata” czekaliśmy jeszcze kilka miesięcy. Na 2,5 roku przerabialiśmy te same książeczki co na 8-10 miesięcy.

I nie powiem, że NIGDY nie zaszczepię dzieci, bo boję się, że los ponownie spłata mi psikusa.

Nie jestem też przeciwko wszystkim szczepieniom jak leci, sama chciałabym szczepić, jednak takimi preparatami, które nie okaleczą/nie zabiją moich córeczek.

CZY WIESZ???

Czy wiesz, że w czasie jednej wizyty szczepiennej, dziecko dostaje nawet 6 różnych szczepionek, dziecko które waży zaledwie kilka kilogramów?

Czy wiesz, że szczepionka BCG, którą otrzymuje noworodek zaraz po urodzeniu, nie jest stosowana w większości krajów europejskich, a mimo to mają niższe wskaźniki zachorowań na gruźlicę niż my?

Czy wiesz, że możesz nie tylko oczekiwać, ale i wymagać rzetelnej oraz zrozumiałej informacji od lekarza, takiej która zawiera nie tylko zalety szczepień, ale również wady?

Czy wiesz, że po szczepieniu dziecko może mieć Niepożądany Odczyn Poszczepienny (NOP) w postaci:

- obrzęk,

- powiększenie węzłów chłonnych,

- ropień w miejscu wstrzyknięcia,

- encefalopatia (zapalenie mózgu),

- drgawki gorączkowe lub drgawki niegorączkowe,

porażenie wiotkie wywołane wirusem szczepionkowym (paraliż)

- zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych,

- zespół Guillaina-Barrégo (postępujące osłabienie więcej niż jednej kończyny, zniesienie lub osłabienie odruchów, podwyższone stężenie białka w PMR przy niskiej cytozie, nieprawidłowości w EMG)

- bóle stawowe,

- epizod hipotensyjno-hiporeaktywny,

- małopłytkowość,

- nieutulony ciągły płacz,

- posocznica, w tym wstrząs septyczny (sepsa),

- reakcje alergiczne,

- uogólnione zakażenie BCG (gruźlicą),

- wstrząs anafilaktyczny,

- zapalenie ślinianek,

- porażenie splotu barkowego,

- inne poważne odczyny występujące do 4 tygodni po szczepieniu.

Czy pytaliście kiedykolwiek, czy Wasza przychodnia jest wyposażona w sprzęt ratowniczy, w razie wstrząsu anafilaktycznego? Czy po każdym szczepieniu czekacie 30 minut w przychodni?

Czy w Waszej przychodni czekacie w poczekalni z chorymi ludźmi? Skąd pewność, że dziecka właśnie nie złapało jakiegoś wirusa? Kiedyś koleżanka czekała na szczepienie w poczekalni, obok dziecka z ospą.

Czy warto ryzykować te powikłania, aby zaszczepić przeciwko polio/błonicy, której zachorowań nie ma od roku 1984 (poza tymi przypadkami, gdzie dzieci chorowały po otrzymaniu szczepionki-tak się może zdarzyć).

Czy wiesz, że wiele ze szczepionek podawanych dzieciom, ma identyczny skład co szczepionki dla dorosłych? Np. przeciwko takim chorobom jak: odra-świnka-różyczka, WZW B czy DTP. Kolega ważący 110 kg trzymał do szczepienia swoją 6 kg córeczkę i okazuje się, że dla tak różnych organizmów podawane są szczepionki o takich samych dawkach substancji w nich zawartych.

Czy wiesz, że odporność zbiorowa to bajka? Zakładając (zgodnie z zapewnieniami producentów) szczepionka daje „ochronę” przez okres od 5 do 10 lat od momentu podania preparatu. A teraz lekcja matematyki (kto mnie zna, wie że to nie jest moja mocna strona), jednak na wszystkich Polaków w wieku 30+ ilu z nas regularnie się szczepi w ramach ratowania się przed tymi strasznymi chorobami zakaźnymi? Szczerze, ilu z Was, Waszych braci, sióstr, rodziców, teściów, dziadków, sąsiadów i koleżanek pilnuje kalendarza szczepień dla dorosłych? Więc gdzie jest 95-98% wyszczepialność, która ma nas chronić?

Czy wiesz, że w większości krajów europejskich szczepienia nie są obowiązkowe, a mimo to nie występują tam epidemie dziesiątkujące ludzi? Pomimo hord imigrantów, których poziom higieny (wiem coś o tym z autopsji) jest raczej na niskim poziomie.

Czy wiesz, że w totalitarnej Rosji, rodzic może odmówić zaszczepienia dziecka, ponieważ ma wolność w wybieraniu tego co dla jego malucha jest najlepsze?

Czy wiesz, że karanie grzywnami to łamanie wielu praw, które jest nieskuteczne, bo tych grzywien się nie płaci, gdyż są nakładane bezprawnie.

Czy wiesz, że w razie powikłań, zostaniesz sam z problemem a na dodatek najpewniej zrobią z Ciebie wariata?

Czy wiesz, że w Polsce nie ma systemu odszkodowań za powikłania poszczepienne? Nie ma nikogo winnego, ani producenta szczepionki, ani lekarza, ani też państwa, które nakłada na rodzica obowiązek szczepienia, ale zwalnia się z odpowiedzialności za kłopoty.

Czy wiesz, że wiele chorób, m.in. dżuma zniknęły z Europy w tym samym czasie co ospa prawdziwa czy cholera, jednak bez szczepień?

Czy wiesz, ile rocznie dzieci diagnozuje się z nowotworami, chorobami autoimmunologicznymi, cukrzycą, zaburzeniami rozwoju, zaburzeniami neurologicznymi? Jak do tego doszło, zdążyliśmy zjeść więcej szkodliwych rzeczy niż one, nawdychaliśmy się więcej trucizn niż one, zniszczyliśmy w młodym wieku wątroby a te dzieciaki nie. Więc co się dzieje?

Takich zagadnień jest więcej, a wiedza jest kluczem do możliwości chronienia naszych dzieci i chociaż nie powiem nikomu czy ma szczepić czy nie. Sama wciąż czytam, szukam, sprawdzam najnowsze badania, doniesienia ze świata, to ja wiem co jest najlepsze dla moich dzieci, przynajmniej na dzień dzisiejszy jest to nie szczepienie.

A innych rodziców nie proszę o nieszczepienie, proszę o rozwagę, o obserwowanie dzieci, o asertywność jeżeli widzą, że coś złego się dzieje po szczepieniach, o siłę, o zdobywanie wiedzy – nie tylko z ulotek reklamowych, ale też z Charakterystyki Produktu Leczniczego wybranej szczepionki.

Być może, gdybym rozłożyła szczepienia dziewczynek w czasie i zażądała pojedynczego podawania preparatów a nie sześć jednego dnia, nie miałyby problemów. Być może, gdyby pediatra z trzydziestoletnim stażem przyjęła do wiadomości NOP i zaproponowała mi preparat o innym składzie, moje dzieci nie miałyby więcej powikłań. Być może, gdybym zdecydowała się na szczepienie dopiero po szóstym miesiącu życiu, lub po roku, moje dzieci zniosłyby je dobrze.

Dlatego o tym piszę, żeby każdy rodzic wiedział, że szczepienia to nie tylko cud, miód i malina, że może wybrać inaczej, że może zdecydować co jest najlepsze dla jego dziecka, a przede wszystkim piszę to, żebyście byli czujni, bo może Wasze dziecko po każdym szczepieniu ma NOP, tak jak moje a Wy o tym nie wiecie.

I nie jestem antyszczepionkowcem, proepidemikiem, antyszczepem, miłośnikiem wymierania milionów oraz nie znam nikogo takiego. Jestem mamą po przejściach, ze zdeptanym zaufaniem do systemu oraz do personelu medycznego, jednak unikającą skrajności, więc nie usłyszycie ode mnie nic o spisku, celowym ludobójstwie, reptalianach, leczeniu przez szamana tańczącego wokół chorego i potrząsającego przyrodzeniem, iluminatach czy też o innych dziwactwach. Napatoczyłam się kilka razy na takie historie i naprawdę się z tym nie utożsamiam. Serio, serio. Jednak szczepionki, to wyrób medyczny, który ma swoje wady i kiedy niesiesz zdrowe dziecko na szczepienie, a kilka godzin/kilka dni później ono już nie jest zdrowe i nie ma winnego, to coś zdecydowanie jest nie tak. I dlatego właśnie, warto wgłębić się w ten temat, obok zabawek edukacyjnych, modnych wózków, zdrowych materacyków i sposobu żywienia, poczytajcie też o tym.