Odebrałam dzieci z przedszkola, wesoło biegałyśmy po ogrodzie depcząc resztki śniegu, po czym wróciłyśmy do domu. Leżymy na kanapie Matki i rozmawiamy o życiu, czytamy książeczki i uczymy się literek. I pyta się Agrafka potomstwa, co jeszcze porobimy, może ciastolina? Co najbardziej lubicie robić z mamą?

Dżrodżina: „Ja to najbardziej lubię, „wpiejniciać” szczypiorek, wdrapywać się na mamę i chuchać jej w twarz. Bo mama się odsuwa i miny robi śmieszne. Czekaj i się nie ruszaj, idę jeść szczypiorek. Ale będzie zabawa.”

Czyli u nas jak zawsze z mamą, kreatywnie, rozwojowo, chuchając szczypiorkiem.

Peppa myjąc zęby: 

„Mamo, możesz skołować mi jakieś meszki?”

Agrafka: „A no co Ci dzieciaku meszki? Nie chcę Cię za bardzo wprowadzać w tą kwestię, ale w Nisku, za takie meszki, to sędzina w histerię wpadła, co dla rodziny skończyło się kiepsko. Więc jednak postaram się dbać, aby nie dostarczyć Ci w domu meszek.”

Peppa: „A to szkoda. W przedszkolu jak myjemy zęby i jest jakaś meszka, to wszystkie dzieciaki plują na nią pastą. No i wiesz, nie powinno się tak układać, że dzieci się lepiej bawią w przedszkolu niż w domu.”

Przedszkole raczej nie straci praw rodzicielskich z powodu owadów. Całe szczęście, bo dziewczyny naprawdę świetnie się tam bawią i rozwijają.